Cyfrowa winieta Słowenia Relacja z podróży: Roadtrip przez Słowenię 1

Relacja z podróży: Roadtrip przez Słowenię 1

Ostatnia aktualizacja: 24.07.2026 Czas czytania: 3 Minuta(y)

Na cudowne trzy tygodnie wyruszyłam samochodem do Słowenii. I muszę przyznać: ten mały klejnot Europy naprawdę mnie oczarował. Góry, morze, jeziora, tereny winnic i malownicze miasta: co za piękny i różnorodny kraj! W poniższej relacji opowiem wam o moim roadtripie i zdradzę, czego na pewno nie powinniście przegapić w Słowenii!

Z Niemiec do Słowenii

Wyruszyłam bezpośrednio z Niemiec samochodem w kierunku Słowenii. Wcześniej spakowałam wszystko, co było mi potrzebne na tę podróż: standardowe urlopowe rzeczy, a dodatkowo trochę sprzętu campingowego. Od czasu do czasu chciałam bowiem rozbić swój namiot na łonie natury. Gdy wszystko było już upakowane w bagażniku, mogłam ruszać!

Moja trasa prowadziła najpierw przez Austrię, a następnie przez tunel Karawanken (odcinek ze specjalną opłatą), po drugiej stronie którego czekała już na mnie Słowenia, niewielki kraj na skraju Alp. Na szczęście wyruszyłam z domu wcześnie, ponieważ z południowych Niemiec jechałam około ośmiu godzin. W zależności od miejsca startu, warto więc rozważyć nocny postój w połowie trasy.

Najważniejsze najpierw: nie zapomnijcie o winietach!

Poza tym bardzo ważne: pod żadnym pozorem nie zapomnijcie o winietach! Są one bowiem wymagane zarówno w Austrii, jak i w Słowenii (nawet jeśli tylko się przez nie przejeżdża) i są specyficzne dla danego kraju. Podczas mojej ówczesnej podróży zjechałam z autostrady po obie winiety i kupiłam te dobre egzemplarze na stacji obsługi. Dziś polecam jednak po prostu kupić winiety wcześniej w formie cyfrowej: jest to o wiele wygodniejsze i pozwala zaoszczędzić cenny czas podczas i tak już długiej podróży.

Potem nie trzeba się już o nic martwić i można beztrosko podróżować po Słowenii. Bardzo proste! Ach tak, skoro już przy tym jesteśmy: także za tunel Karawanken, który łączy Austrię ze Słowenią, obowiązuje niewielka specjalna opłata. Warto więc mieć na to przygotowaną odrobinę gotówki!

Od granicy państwa minęła jeszcze mniej więcej godzina, zanim dotarłam do mojego pierwszego przystanku: Lublany, przepięknej stolicy tego kraju. Teraz trzeba było jeszcze tylko znaleźć miejsce parkingowe, a wtedy pokonane byłoby również ostatnie wyzwanie pierwszego dnia podróży. I faktycznie, udało mi się znaleźć wolne miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie dużego rynku, tuż obok starego miasta. Stamtąd do mojego noclegu nie było już daleko.

2345

Michelle Albrecht
Michelle Albrecht
Cześć, jestem Michelle i uwielbiam pisać. Jako copywriterka zamieniłam swoją pasję w zawód! Oczywiście daję też upust kreatywności we własnych książkach. Od kiedy spędziłam pół roku w Australii, moja ochota do podróżowania stała się jeszcze większa (a nigdy nie myślałam, że to jeszcze możliwe). Tym bardziej cieszę się, że mogę dzielić się z czytelnikami wskazówkami na ich przyszłe przygody!